Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie własnej wartości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poczucie własnej wartości. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2019

Lekarstwo leży w tobie


PRZECZYTAJ NA NOWEJ STRONIE:
http://www.olowkiwewlosach.pl            

Trochę czasu zabrało mi, zanim poznałam samą siebie. Spędziłam całe życie analizując postępowanie innych ludzi, próbując zrozumieć różne punkty widzenia i starając się pomóc rozwiązać problemy innych. Potrafiłam postawić się w sytuacji drugiej osoby. Nie wiem czemu ludzie zawsze przychodzili do mnie ze swoimi  rozterkami. Potrafisz słuchać – twierdzili. Ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że mimo że faktycznie dobrze rozumiem innych – zupełnie nie rozumiem samej siebie.
            Nie wiem w którym momencie zaczęłam to wszystko pojmować. Kiedy zdałam sobie sprawę co sprawia, że nie mam ochoty wychodzić z łóżka? Ile czasu minęło, zanim znalazłam słowa, które mogły opisać niezliczone wizje w mojej głowie, wyjaśnić koszmary, które mnie prześladowały? Kiedy pojęłam wszystkie powody moich łez, trzęsących się rąk i ataków paniki? Kiedy zrozumiałam, że czasem po prostu potrzebuję samotności i nie ma w tym nic złego? To była długa droga. Ale kiedy w końcu pojęłam te wszystkie rzeczy, wszystko okazało się łatwiejsze.
            Wydaję mi się, że to ważny krok. Poznać siebie. Bo kiedy w końcu doszłam do powodów, dźwigni, które uruchamiają cała maszynerię w moim umyśle – zaczęłam znajdywać sposoby, żeby sobie z tym radzić. Sposoby na uciszenie moich myśli, uspokojenie trzęsących się dłoni. Nie chodzi tu o to, że musisz od razu pokochać siebie. Droga od samo nienawiści do samoakceptacji wybrukowana jest zwątpieniem i brakiem wiary w siebie. Jest piekielnie długa. Ale poznanie siebie pozwolili ci postawić na niej pierwsze kroki.
            I tak, kiedy w końcu poznałam moje powody i znalazłam moje sposoby – okazało się, że mogę już przestać okłamywać samą siebie. Bo kłamałam tak długo, próbując udawać, że nic mi nie jest, że ten ciężar na moich barkach nie istnieje. Próbowałam udawać, że jestem szczęśliwa tak bardzo, że sztuczny uśmiech ubierałam nawet patrząc w lustro w samotności. I w końcu skończyłam z kłamstwami i zrozumiałam, że imprezowanie do rana, żeby udowodnić komuś (a raczej sobie), że wszystko jest w porządku do niczego mnie nie doprowadzi. Zaczęłam rozumieć sytuację, których powinnam unikać. A jeśli nie mogłam ich uniknąć– jak radzić sobie z ich potencjalnymi konsekwencjami. Zdecydowałam się wyrzucić z mojego życia tych, którzy mieli na mnie negatywny wpływ. Czy to wszystko sprawiło, że moja depresja i stany lękowe nagle zniknęły? Nie. Ale sprawiło, że zaczęły być bardziej znośne.
            Każdy z nas jest inny. Po sieci krążą miliony porad – ludzie sugerują medytację, bieganie, kopanie w worki treningowe, prowadzenie pamiętnika czy kalendarza. Jest wiele sposobów walki z własnymi lękami – ale jest jeszcze więcej ludzi i charakterów. To ty musisz zdać sobie sprawę, co pomoże ci najlepiej. Dla mnie nie była to joga, ale fikcja. Zatracanie się w książkach, serialach, filmach – w milionie historii, które pomagały mi uciec od rzeczywistości. Nie uderzanie w worek – tylko znalezienie czasu dla siebie, z dala od hałasu, trywialnych rozmów, głupich ludzkich komentarzy. Nie prowadzenie kalendarza czy pamiętnika – ale oddawanie moich problemów bohaterom moich historii, spojrzenie na nie z perspektywy drugiej osoby. Nie medytacja – zwykłe odcięcie się na kilka minut, z słuchawkami w uszach, wyciszenie zewnętrznego świata. Moment na to, żeby pozbierać myśli. Wiem, że to zadziała. Teraz znam już siebie. Teraz wiem, czego potrzebuję. I powoli zaczynam znów lubić samą siebie. Spędzenie czasu w samotności – nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę. Teraz kiedy złe myśli wracają coraz rzadziej, samotność jest coraz lepszym miejscem.
            Czasami ludzie nie będą w stanie zrozumieć. Bo inni przeważnie widzą tylko powierzchnię, a nie to co jest pod nią. Pomyślą, że to niegrzeczne – przebywanie wśród ludzi z słuchawkami na uszach. Spojrzą na ciebie krzywo, kiedy powiesz, że potrzebujesz chwili dla siebie podczas wakacji. Powiedzą – przestań oglądać te głupie seriale, za dużo czytasz i później masz głupie myśli. Nie będą wiedzieć, że twoja własna forma terapii. I wiesz co? Nie wisisz im wytłumaczenia. Musisz zrobić to co musisz, żeby pomóc sobie. Czasami trzeba być egoistą. Czasami trzeba postawić siebie na pierwszym miejscu. Jedyne co jesteś komuś winien – to własne szczęście i spokój ducha. Jesteś to winien samemu sobie.
            Więc poznaj siebie. Znajdź swoje powody. Znajdź własne sposoby. Poznaj swoje lęki, poznaj swoje koszmary. Znajdź to, co sprawi, że będą bardziej znośne. Przestań patrzeć na to wszystko, jak na permanentny stan, od którego już nigdy się nie uwolnisz. Czasami lekarstwo leży właśnie w tobie.

niedziela, 17 marca 2019

Pijawki

PRZECZYTAJ NA NOWEJ STRONIE:

 Poznałam w życiu kilka pijawek. Nie takich z królestwa zwierząt, małych, czarnych wysysaczy  krwi. Poznałam pijawki naszego własnego gatunku, które zamiast krwi wysysają z innych życie. Słowo po słowie. Czyn po czynie. Jestem pewna, że znacie jakąś pijawkę. Może ukrywa się pod pseudonimem znajomego albo przyjaciela. Może jesteście z jedną w związku. Może macie taką w rodzinie.
            Problem z pijawkami jest taki, że świetnie się maskują. Z reguły są inteligentne, lub po prostu świetne w czytaniu ludzi. Szybko poznają nasze słabości, wyciągają z nas informacje na nasz temat, które później używają przeciw nam. Czasem są to mistrzowie manipulacji, którzy nie boją się posunąć do ekstremalnych czynów, tylko po to, żeby zatrzymać nas przy sobie. Wiedzą, jak wlać w nas swoją truciznę. Wiedzą, jak pociągać za sznurki. Wiedzą, jak dostać wszystko, to co chcą.
            Pijawki dzwonią do ciebie, kiedy coś potrzebują. Małe pijaweczki potrzebują tylko pożyczyć książkę czy coś skserować. Większe chcą pieniędzy. Te najgorsze z kolei odzywają się tylko, kiedy w ich życiu coś idzie nie tak. Zrzucają na ciebie ciężar swoich problemów. Kiedy nie jesteś im już potrzebny, wyrzucają cię ze swojego jeziora. Utopią cię w nim znowu, kiedy znów będą cię potrzebować. Nie dają za wiele w zamian. Często nawet nic. Ale mimo wszystko trudno jest uwolnić się z ich przyssawek.
            Przyjaźniłam się z pijawką. Kilka lat zajęło mi odkrycie, że należy do tego gatunku.  Pijawka porzuciła mnie kiedyś bez słowa. Odezwała się dopiero, kiedy w jej stawie zrobiło ciemno i zimno. Kiedy potrzebowała uwagi i rozrywki. Opowiadała mi o tym, jak jej ciężko, bo w wodzie brakuje ostatnio ryb. O tym, jak nie ma ochoty już dalej w nim żyć. Wlewała mi w myśli swoje historie i problemy. Chciała, żebym pomogła jej je rozwiązać. Wybaczyłam pijawce. Smuciłam się razem z nią. Martwiłam się o nią. Sprawdzałam, czy niczego jej nie brakuje. Zaglądałam do jej stawu. Wierzyłam w jej słowa i obietnice. Ale w końcu pijawka przestała mnie potrzebować. Zamilkła. Tym razem nie pozwolę jej odezwać się ponownie.
Całe szczęście nigdy nie związałam się z jedną z nich. Ale od lat obserwuje związek bliskiej mi osoby z wysysaczem życia. Czasem słyszę też o tego typu pijawkach od znajomych. Powoli zaczynam rozróżniać już ich gatunki. Są pijawki grożące – takie, które, kiedy coś nie idzie po ich myśli przekraczają wszelkie granice. Grożą odejściem czy nawet samobójstwem. Pijawki dołujące – które wmawiają ci, że bez nich jesteś niczym. Pijawki-wymówki – które na wszystkie swoje czyny mają jakieś usprawiedliwienie. Pijawki-izolatki – które odciągają cię od wszystkiego co kochasz, chcąc żeby cała uwaga skupiała się na nich.  Pijawki męczenne – które zawsze odwrócą kota ogonem tak, żeby to one wyszły na te poszkodowane. Czasem te gatunki łączą się ze sobą. Wszystkie z nich więcej biorą, niż dają. Patrzą tylko na własne uczucia. Rzadko przepraszają. Wiedzą, jak wywołać w nas poczucie winy. Czasem zastanawiam się, czy pijawki nie mają jakiegoś defektu emocjonalnego.
Najgorsze jest to, że pijawki często pozostają bezkarne. Potrafią wyssać z nas wszystko aż do cna i zostawić bez zmrużenia oka. Nasz ból spływa po ich lepkich ciałach. Są głuche na nasze słowa.  Bez emocji odpływają w drugą stronę. Później z łatwością znajdują nowe ofiary. Chcą tylko przetrwać. Znajdują nowe źródło życia – nową krew do wyssania.
Wystrzegajmy się pijawek. Nauczmy się je rozpoznawać. Nie pozwólmy im odbierać nam czasu i myśli. Nie pozwólmy im zabierać nam życia. Nie pozwólmy im doprowadzać nas do granic wytrzymałości. Dbajmy o samych siebie. Posypmy pijawkę solą. Oderwijmy ją od skóry. Niech wraca do swojego stawu. I zapomnijmy gdzie on się znajduje. Nie warto pamiętać.

czwartek, 14 marca 2019

Kiedy tracisz siebie


 PRZECZYTAJ NA NOWEJ STRONIE:


Nigdy nie obchodziło mnie co myślą inni ludzie. Szłam przez życie nigdy nie przepraszając za to kim jestem. Klęłam jak szewc, paliłam jak smok, mówiłam zbyt dużo, często nie myśląc o moich słowach. Zawsze wyrażałam swoją opinię, niezależnie od tego, jak ktoś mógł ją odebrać. I wciąż to robię. Ale nigdy wcześniej nie poświęcałam zbyt wielu myśli temu, jak postrzegają mnie inni. Nie przejmowałam się dziurą w rajstopach czy odrobiną błota na moich butach. Nie obchodziło mnie kilka gram tłuszczu na moim brzuchu. Miałam gdzieś, czy ludzie starsi ode mnie myślą sobie, że jestem niepoprawna czy zbyt zuchwała. Nie ruszało mnie jeśli ktoś mnie nie lubił, nie ruszały mnie szepty w damskich toaletach. Nigdy nie musiałam się tym przejmować. Zawsze otaczała mnie duża grupa ludzi, znajomi, przyjaciele – którzy nigdy mnie nie osądzali. W liceum nie miałam też czasu na przejmowanie się tym, co powiedziałam czy zrobiłam. Nigdy wcześniej nie analizowałam własnych akcji. Teraz często zastanawiam się, co zajmowało wtedy moje myśli? Fakt, że oblewam matmę? Sobotnia impreza? Nie mam zielonego pojęcia. Ale ta pewność siebie, ta beztroska musiała być świetnym uczuciem. W miarę jak dorastałam powoli je traciłam. I w końcu straciłam je do tego punktu, w którym nie znałam już własnej wartości. Zawalone studia, problemy rodzinne, chroniczny ból, depresja, presja z jaką spotykamy się dorastając – wszystko to musiało się do tego przyczynić. I przez lata traciłam kawałek po kawałku, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że przestałam kochać samą siebie. Przestałam czuć jakbym była cokolwiek warta.
            Ale później zaczęłam zastanawiać się – co właściwie definiuje naszą wartość? Kto decyduje ile znaczymy?  Jakim wymogom musimy sprostać, żeby być coś wartym, żeby czuć się istotnym? Wydaję mi się, że wielu z nas całe życie szuka poczucia własnej wartości. Gonimy za ocenami w szkole, które na dłuższą metę niewiele znaczą, przyjaciółmi, których tak naprawdę nie obchodzimy i pracą, której nawet nie lubimy. W głowach zakorzenioną mamy jakąś ideę, obrazek, który pokazuje nam jak powinno wyglądać nasze życie. Czujemy się przygnębieni, kiedy nie potrafimy jej sprostać. Decydujemy, że w takim razie musimy być gorsi od innych. Bo nie skończyliśmy odpowiedniej szkoły albo nie radzimy sobie na studiach. Bo nie zarabiamy wystarczająco. Bo nie mamy wielu przyjaciół. Bo nie potrafimy zbudować związku. Bo nasza rodzina nas odrzuciła. Bo nie wyglądamy tak, jak ludzie w telewizji. Bo nie jesteśmy tak pewni siebie, wygadani, błyskotliwi albo zabawni jak ktoś inny. Zawsze znajdzie się coś w czym jesteśmy gorsi.
            Ciężko jest kochać siebie. Zwłaszcza w tym nowoczesnym świecie, gdzie wydaje się, że wszyscy krzyczą o swoich osiągnięciach na facebooku czy instagramie. Gdzie wszystko, co widzimy w mediach to idealne ciała, idealne twarze, idealni ludzie, którzy świetnie prosperują i odnoszą same sukcesy. W głębi duszy wiemy, że ci ludzie są z papieru. Ale wciąż chcemy ich doścignąć, porównujemy się do nich, chcemy być nimi. Nasza samoocena budowana jest na fałszywych i nieosiągalnych oczekiwaniach. Nasze cele są wyznaczane przez presje społeczeństwa. Tracimy samych siebie goniąc za nimi.
            A kiedy stracisz już siebie, ciężko jest wrócić. Często jest dostrzec, że jesteśmy potrzebni na tym świecie. Bo ludzie rzadko kiedy mówią nam – liczysz się. Rzadko upewniają nas w tym, że w naszym istnieniu jest jakiś sens . To nie jest ich wina – nikt nie uczy nas, żebyśmy tak robili. Idziemy przez życie skupiając się na sobie, naszych celach, naszych uczuciach i opiniach i czasem w tym wszystkim zapominamy się rozejrzeć. Naprawdę zobaczyć tych, którzy są obok nas. Czasem nie jesteśmy w stanie dostrzec, że inni potrzebują jakiegoś zapewnienia, dopóki sami go nie potrzebujemy. Czasem ktoś musi nam przypomnieć, że inni mogą czuć się niepewni siebie czy nic nie warci. Czasem musimy zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy tacy sami. Każdy z nas przeżywa wszystko na swój własny sposób i fakt, że czegoś nie doświadczyliśmy nie oznacza, że inni też tego nie doświadczyli.
            I tak powoli dochodzę do wniosku, że tylko ty decydujesz o własnej wartości. Inni mogą mieć samochody, domy, świetne kariery czy dwie specjalizacje przed trzydziestką. Jeśli to sprawia, że wydaje ci się, że stoisz w miejscu – okej, ale to wcale nie oznacza, że nie jesteś mniej wart. Zawsze znajdzie się ktoś bardziej utalentowany, chudszy czy bardziej popularny. Ale my nie musimy osiągać ich celów. Wystarczą nam nasze własne. Zróbmy to powoli. Osiągajmy je we własnym tempie. Nie ma nic złego w poczuciu, że nic w twoim życiu nie trzyma się kupy. Nie ma nic złego w zmianie studiów, jeśli zdecydujesz, że to nie dla ciebie. Nie nic złego w rzuceniu szkoły, jeśli czujesz, że sobie nie radzisz. Nie ma nic złego w zrobieniu sobie przerwy. Możesz nie wiedzieć kim jesteś w wieku 25 lat. Możesz zmienić karierę w wieku 30. Możesz zacząć nowe hobby po 40stce. Nigdy nie jest dla ciebie za późno. Nie pozwól, żeby ktoś ci to wmówił.
            I w razie, jeśli potrzebujesz to dziś usłyszeć, pozwól, że powiem ci jedno – liczysz się. Twoje słowa są warte usłyszenia. Twoje uczucia są ważne. Twój ból jest prawdziwy. Nie jesteś sam/a. Masz czas, żeby się pozbierać. Masz czas, żeby wszystko naprawić. Świat się dla ciebie nie zatrzyma, ale ty możesz się zatrzymać. Weź głęboki wdech. Zrób sobie przerwę. Zrób coś, co cię uszczęśliwia. Oczyść umysł, spójrz w lustro i powiedz sobie – liczę się! Jestem zajebisty/a. Skup się na czymś, w czym jesteś dobra/y i spraw, że będziesz jeszcze lepsza/y. Bądź najlepszą wersją samej/go siebie a nie podróbką kogoś innego.  I kiedy pokochasz siebie na nowo – powiedz innym, że się też liczą.