Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka konwersacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka konwersacji. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 kwietnia 2019

No, bądź mądrzejsza!

PRZECZYTAJ NA NOWEJ STRONIE:

Nie kłóć się, bądź mądrzejsza. No, wyciągnij rękę. Daj sobie spokój, nie ma co. Odpuść. Ustąp. Bądź mądrzejsza! No, bądź mądrzejsza!. Znacie to? Zaczyna się w dzieciństwie, przy walkach o zabawki. Wtedy to może jeszcze przejdzie, bo czasem to najlepszy sposób na rozejm. Chociaż mam wrażenie, że to właśnie przez słyszenie tego w kółko za dzieciaka, z automatu przenosimy to do dorosłego życia. A wydaje mi się, że niekoniecznie powinniśmy stosować się do tej zasady.
Bo czy "będąc mądrzejszym" nie uczymy drugiego człowieka, że robi dobrze? Czy odpuszczając, nie pozwalamy mu myśleć, że jednak ma racje? Czy będąc mądrzejszym, nie okradamy go z jakiejś lekcji życiowej? My jesteśmy mądrzejsi, więc - analogicznie - ich czynimy głupszymi. Nie lepiej byłoby nauczyć czegoś drugą osobę?
W moim przypadku to "bądź mądrzejsza" to zmora mojego życia. Pal sześć dzieciństwo, młodsze kuzynki czy dzieci na placach zabaw. Przez lata kazano mi być mądrzejszą w relacjach ze starszymi. Od partnerki ojca starszej ode mnie o 25 lat. Od rodziny, która powinna była mnie chronić, uczyć i wychowywać. Może źle robią, ale nie rób już afery, bo po co? Może nie maja racji, ale bądź mądrzejsza. Bo starsi. Bo szacunek. Bo tak wypada. Bo po co się kłócić. Bo lepiej przemilczeć. Lepiej ignorować. Udawać, że nic się nie stało. No po prostu - być mądrzejszym.
To bycie mądrzejszą zaprowadziło mnie donikąd. Nie uświadamiałam nikomu, że robi źle. Często gryzłam się w język, bo mama mówiła, że to nie ma sensu.  Nie pokazywałam, że coś jest nie tak. A kiedy nawet udawało mi się to zrobić, spotykałam się z ignorancją i cała sprawa szybko szła w zapomnienie. Więc ocierałam łzy i też zapominałam. Byłam mądrzejsza. Po co wypluwać z siebie setki słów, z których połowa i tak nie dociera? Po co kłócić się z kimś, kto i tak nie zrozumie?  Ale sęk w tym, ze powinien zrozumieć. Chociaż spróbować. Wszyscy mamy prawo zostać wysłuchani. Niezależnie od wieku, wykształcenia, płci, koloru skóry, orientacji. Wszyscy mamy prawo do zrozumienia. Będąc „mądrzejszym”, odpuszczając, nie reagując na własną krzywdę, sami odbieramy sobie to prawo.
Dlatego przestańmy już, z tym byciem mądrzejszym. Bo tak naprawdę wcale nie jesteśmy wtedy górą. Jeśli jesteś pewien swojej racji, dlaczego masz odpuścić? Jeżeli wiesz, ze ktoś robi źle, dlaczego masz na to pozwolić? Nie uczmy innych, ze wszystko im wolno, tylko dlatego, ze boimy się konfrontacji czy kłótni. Nie pozwólmy im mówić wszystkiego, co im ślina na język przyniesie, tylko dlatego, że krzyczą głośniej od nas. Nie pokazujmy, że mogą ignorować nasze uczucia, tylko dlatego, że świetnie wychodzi im wzruszanie ramionami. Nie dajmy wprowadzić się w fałszywe poczucie, że nasz młodszy wiek automatycznie sprawia, że nie mamy racji.
Zacznijmy uczyć się od siebie. Słuchajmy się nawzajem. Tłumaczmy sobie nasze spojrzenie na świat.  Kłóćmy się mądrze. W starciu z wartościową osobą, nie musisz odpuszczać. Możesz wymienić swoje racje bez rozlewu krwi. Możesz rozmawiać, szanując zdanie innych. Nie musisz milczeć. Nie musisz przerywać. Nie musisz być mądrzejszym. A jeśli osoba na przeciw ciebie nie ma zamiaru cię wysłuchać i wciąż upiera się przy swoim – może lepiej odpuścić sobie taką znajomość. Ja byłam kiedyś mądrzejsza, ale teraz jestem po prostu zmęczona. Bo ile razy można zagryzać język do krwi? Ile razy można przełykać łzy i udawać, że nic się nie stało? Ile razy można odpuszczać? Limit się wyczerpał. Zaczynam walczyć o swoje. Teraz będę już głupsza. Może życie będzie łatwiejsze?

środa, 6 marca 2019

Zapytaj mnie o deszcz

 PRZECZYTAJ NA NOWEJ STRONIE:
http://www.olowkiwewlosach.pl/            

 Nie znoszę pogawędek. Nie wiem nawet, czy można to tak nazwać, ale tak właśnie słownik tłumaczy mi angielskie wyrażenie „small talk”. Dosłownie - mała rozmowa. I jest to idealne określenie, bo takie konwersacje zazwyczaj do naszego życia wnoszą bardzo mało. I nie chodzi mi tu tylko o rzeczy typu: Ładna dziś pogoda. Ale się rozpadało. W końcu weekend. Nie znoszę też tych wszystkich suchych pytań, jakie ludzie zadają ci przy pierwszych paru spotkaniach. Gdzie pracujesz? Ile zarabiasz? Co robią twoi rodzice? Masz samochód? Gdzie chodziłaś do szkoły? Boże, dlaczego tak bardzo obchodzą ich takie głupie informacje? Czy naprawdę pozwala im to mnie poznać? Bo  przecież to, gdzie pracuję, nie mówi o mnie za wiele. A jak mało ludzi spyta później: Lubisz swoją pracę? Zawsze chciałaś to robić? Jak wiele spyta: Jakie jest twoje ulubione wspomnienie z liceum? To już chyba mówi coś więcej o człowieku, prawda? Ale ludziom wystarczają suche fakty. Nie potrzebują więcej pytań.
                Jeśli chcesz mnie poznać zapytaj mnie o deszcz. Nie o to czy jutro będzie padać. Spytaj czy lubię zapach deszczu w maju. Spytaj co robię w deszczowe wieczory. Nie pytaj gdzie pracuję, ale jakie mam marzenia. Nie pytaj, co robią moi rodzice, ale czego nauczyli mnie w życiu. Zamiast wyciągać ze mnie ile zarabiam, spytaj co sprawia, że jestem szczęśliwa. Nie pytaj co jadłam na obiad. Spytaj jaki byłby mój ostatni posiłek, gdybym za chwilę miała pożegnać się ze światem. Nie pytaj o religię, ale o moją filozofię życia. Nie pytaj czy podobała mi się dana książka, ale jakie wyciągnęłam z niej wnioski. Nie pytaj o politykę, ale o to o jaki chcę walczyć świat.
                Czy nie brzmi to lepiej, ciekawiej? To działa w dwie strony. Nie opowiadaj mi o swojej pracy biurowej. Powiedz, co robisz kiedy wracasz do domu, co sprawia, że zapominasz o codzienności. Nie mów o tym co kupiłeś i ile wydałeś. Zamiast tego powiedz mi, kiedy ostatnio zrobiłeś coś po raz pierwszy. Nie obchodzi mnie ile basenów miał twój hotel na wakacjach i jakie serwowali tam drinki. Powiedz mi co czułeś, kiedy podczas lotu pojawiły się turbulencje? Powiedz mi o miejscu jakie tam odkryłeś. Naprawdę nie obchodzi mnie jakim jeździsz samochodem. Czy kiedyś wsiadłeś do niego i jechałeś w nieznane, bez konkretnego planu? Dokąd dotarłeś? Opowiedz mi o najlepszym dniu twojego życia. Opowiedz mi o twoim pierwszym mandacie. Opowiedz mi o tym, jak wpadłeś w tarapaty w liceum.  Opowiedz mi o twojej ulubionej porze dnia lub nocy. Opowiedz mi coś, co powie mi coś o tobie. Opowiedz mi coś, czego nikt o tobie nie wie. Opowiedz mi cokolwiek chcesz, byle miało to dla ciebie jakieś znaczenie.
                Problem w tym, że ludzie z reguły nie lubią takich pytań. Może zwyczajnie nie są do nich przyzwyczajeni. Wolą odpowiadać z automatu. Pracuję w kancelarii. Mam Forda. Byłem na Kanarach. Popieram PO. Skończyłem Technikum Hotelarstwa. Wolą pytania, nad którymi nie muszą się zbytnio zastanawiać. Czy sztuka konwersacji zanikła z biegiem czasu? Czy zgubiliśmy ją w pędzie codziennego życia? Czy może nigdy nie istniała? Może zawsze woleliśmy ukrywać siebie za zbieraniną suchych faktów. Zacznijmy pytać o więcej. Zacznijmy patrzeć na świat oczami innych ludzi. Porozmawiajmy o czymś co odbiega od zwykłej codzienności. Czy nie wystarczy, że musimy zmagać się z nią dzień w dzień?